fbpx
O księgarni Korporacji Ha!art z Adamem Ladzińskim i Ziemowitem Szczerkiem rozmawiają Maciej Jakubowiak i Michał Sowiński.

Księgarnia Fundacji Korporacji Ha!art znajduje się tuż przy Plantach, choć nie sposób jej dostrzec, gdy spaceruje się w letni poranek. Na piętrze Bunkra Sztuki, w pomieszczeniu odgrodzonym kratami, można jednak znaleźć książki, których nie ma w żadnym innym miejscu w Krakowie. Tak jak sama Korporacja, księgarnia stawia na wszystko, co się nie opłaca. I w tym pewnie tkwi jej sekret.

Maciej Jakubowiak: To w jakich godzinach jesteście w końcu otwarci?

Adam Ladziński: Od wtorku do niedzieli, od dwunastej do dziewiętnastej.

Michał Sowiński: Chodzą słuchy, że ciężko się do was dostać.

AL: To pomówienia i potwarz! Może kiedyś tak było… Ale nie, tak serio – mamy skromną ekipę, co sprawia, że czasem musimy być w kilku miejscach naraz, żeby załatwiać sprawy wydawnictwa. Rzadko, ale jednak, może się zdarzyć, że mamy przez jakiś kwadrans czy pół godziny nieczynne.

MJ: Czy dalej jesteście księgarnią, o której nikt nie ma pojęcia? Wasz profil na Facebooku już tak się nie nazywa.

AL: Myślę, że słyszeli o nas wszyscy, którzy interesują się kulturą w Krakowie i okolicach.

MJ: A ci, którzy się nie interesują?

AL: Usłyszą. Planujemy szeroko zakrojoną akcję promocyjną – wyprzedaż książek, starszych i nowszych, w niezwykle atrakcyjnych cenach.

MJ: Znowu będziecie dopłacać klientom do książek?

AL: Te czasy na szczęście minęły. Zresztą wtedy to była prowokacja, taki performans… Ale teraz chcemy postawić na coś, czego w Ha!arcie programowo nie było, czyli typową promocję.

MS: Ile osób pracuje w całej księgarni?

AL: Jest nas trzech – pełnych pomysłów i zapału – Mikołaj, Maks i ja. Mikołaj zajmuje się obsługą sklepu internetowego, Maks pracuje w weekendy, a ja, cóż, oprócz tego, że jestem księgarzem, bywam także redaktorem, korektorem, obsługuję wysyłki i zamówienia, czasem robię za kuriera.

MJ: Czy księgarnia jest frontem całej fundacji? Jaka zachodzi tu relacja? I dlaczego Ha!art, główny promotor elektronicznej literatury w Polsce, prowadzi tradycyjną księgarnię?

AL: To faktycznie pewien paradoks! Chcemy być obecni w obu rzeczywistościach – analogowej i cyfrowej. Jesteśmy faktycznie frontem, nie tylko wydawnictwa, ale także Bunkra Sztuki, którego książki sprzedajemy. Ściśle współpracujemy także z innymi mniejszymi wydawnictwami w Krakowie.

MS: A jakie miejsce księgarnia zajmuje w strukturze finansowej wydawnictwa?

AL: Bardzo istotne! Ostatnio udało nam się nawet zwiększyć obroty. I to w tym trudnym dla branży czasie, gdy księgarnie raczej się zamykają, a nie otwierają. Przecież ostatnio z centrum Krakowa zniknęło parę ważnych punktów: Hetmańska, Pałac Spiski, Empik, chociaż on się akurat przeniósł z Rynku na Sławkowską. Niemniej, od jakiegoś czasu koncentruje się wyłącznie na sprzedaży papeterii, wstążeczek i tym podobnych rzeczy..… Staramy się, jak możemy, żeby pozostać tym jednym z ostatnich bastionów.

MJ: A czy wy sprzedajecie jakieś gadżety?

AL: Kilka, na przykład jesienią sprzedajemy maseczki przeciwpyłowe…

MJ: Mało też u was książek z mainstreamu, niewiele od dużych wydawnictw. Czy to twoja polityka jako księgarza? Czym się kierujesz zamawiając książki?

AL: Przede wszystkim chodzi o profil wydawnictwa. Osobiście nie miałbym nic przeciwko pójściu na większe ustępstwa wobec mainstreamu, ale szanuję politykę fundacji – jak pokazuje wzrost sprzedaży: chyba słuszną.

MS: Jakie rzeczy zamawiasz do księgarni?

AL: Albumy, książki związane z fotografią i architekturą, dobrą prozę…

MS: Jakiś konkretny klucz?

AL: Tak, hipsterskie rzeczy! Jesteśmy małą księgarnią, ciężko stosować tu jakiś precyzyjny klucz.

MJ: Księgarnia znajduje się w Bunkrze, siedzimy w kawiarni Bunkra obok budynku Bunkra – jakie są właściwie wasze związki z tą instytucją? Jesteście księgarnią galeryjną?

AL: Nie, jesteśmy niezależnym bytem, ale mocno powiązanym z Bunkrem, który daje nam dach nad głową. Promujemy i sprzedajemy ich książki, staramy się wprowadzać do obiegu książki związane ze sztuką współczesną powiązaną z działalnością Bunkra itd.

MS: Czy lokalizacja w galerii przekłada się jakoś na rodzaj klientów, którzy odwiedzają księgarnię?

AL: Oczywiście – odwiedzają nas zwiedzający galerię.

MS: Hipsterzy?

AL: Tak, ale w najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa.

MJ: A kim dokładnie oni są?

AL: To zazwyczaj młodzi ludzie, studenci, akademicy, ale też profesorowie czy ludzie w jakiś sposób związani z kulturą.

MJ: Sprzedajecie poezję „człowieka z Plant”?

AL: Nie. Mamy dużo własnej – od Jasia Kapeli po Piotra Macierzyńskiego.

MS: Masz wiersze Kapeli? To ciekawe, bo normalnie w tej branży książki rzadko żyją dłużej niż pół roku.

AL: Nie wiem czy to komplement.

MS: No jasne, że tak – to kompletnie inna strategia.

AL: Tak, zawsze wierzyłem w długie życie książek.

Ziemowit Szczerek: Przede wszystkim jest to zdrowsze! Ta polityka ciągłej wymiany towaru jest bez sensu.

AL: Rynek książki zaczyna przypominać branżę filmową. Książka ma zaledwie parę tygodni, żeby stać się hitem, inaczej przepada. Tak nie powinno być.

MS: Czy ludzie pytają o starocie, o książki sprzed 10 lat?

AL: Zdarza się. Pewne książki się nie dezaktualizują. Mamy też pewne grono stałych i wiernych klientów, którzy wiedzą, że nie działamy jak zwykłe, sieciowe księgarnie.

MJ: Ziemek, kupujesz tu czasem swoje książki? Są czasem takie historie o pisarzach, którzy wykupują pół nakładu.

ZS: No, jeśli na przykład chcę komuś je podarować, to tak, ale jeśli chodzi ci o kupowanie, żeby się potem napawać i nacierać nimi, to nie, zdecydowanie nie.

MJ: A rozdajecie czasem książki za darmo?

AL: Zdarza się. Czasem rozdajemy starsze rzeczy, na przykład numery naszego czasopisma. Ale też opieramy się na – modny termin – ekonomii współdzielenia. Na przykład obecny tu Michał Sowiński podarował nam netbooka, czasem dostanie za to jakąś książkę.

MS: Ziemek, a chodzisz czasem po księgarniach i zerkasz, czy są twoje książki? Taki odpowiednik „samogooglania” się?

ZS: Nie, no co ty…

MJ: A bywasz tu? Piszesz coś w księgarni?

ZS: No jasne, często tu bywam, fajnie się czyta w księgarni, fajnie by się pisało z książkami dookoła. Bywałbym tu częściej, gdyby były jeszcze inne stoliki niż Adama.

AL: A kanapa? Jest bardzo wygodna. W ogóle całość jest sympatyczna, dużo drewna.

ZS: Bardzo jest sympatyczna! Moja siostra, Eliza, brała udział w projektowaniu tego miejsca.

MJ: A jak wyglądał ten słynny remont?

AL: Długi i ciężki, ale efekty są satysfakcjonujące. Remont był wynikiem pracy zespołowej całej redakcji. Od tego czasu często odbywają się tu zebrania czy spotkania autorskie. Miejsce żyje dzięki temu intensywniej. Na przykład co roku, jesienią, odbywa się tu wiele spotkań w ramach Festiwalu Ha!wangarda.

MJ: Jesteś jednocześnie księgarzem i dystrybutorem.

AL: Stąd te barki. Praca księgarza pozwala wyrobić sylwetkę i spokój ducha, inaczej by się nie dało.

MJ: Dostarczasz książki do innych księgarni, które są przecież konkurencją. Jak to działa?

AL: Jaka konkurencja? To czysta synergia. Im więcej naszych książek się sprzeda, tym lepiej. Jaki procent z tego będzie dla nas, to już drugorzędna sprawa.

MJ: Ziemek, spotykasz tu swoich czytelników?

ZS: Spotykam swoich redaktorów i korektorów – Michała i Adama. Nie, ale serio, spotykam tu sporo ludzi, to miejsce przyciąga.

AL: A jak właściwie trafiłeś do Ha!artu?

ZS: Przez Łukasza Podgórniego i portal…

MS: Pamiętam, jak Ziemowit przyszedł na pierwsze zebranie Ha!artu: ubrany w kożuch prawdziwego podróżnika.

ZS: Nigdy w życiu nie miałem kożucha.

AL: Nie, nie, ja to widzę!

ZS: Prawda jest taka, że przyszedłem ubrany w kożuch i skórzane łapcie. Zdjąłem kożuch i postawiłem w kącie. Potem Piotrek Marecki wieszał na nim bombki w święta.

AL: Wracając do tematu Ha!: zaczynaliśmy od literatury LGBT, potem była liberatura, a po niej z kolei raczej literatura elektroniczna.

ZS: Od łapci do literatury elektronicznej: Adam Ladziński i historia świata w dwóch zdaniach.

MJ: Dlaczego w ogóle przychodzić do takich miejsc, jak ta księgarnia, skoro w internecie jest taniej?

AL: Bo tu jest miło, są ludzie, którzy ci doradzą i się uśmiechną. Nie obcujesz z bezdusznym interfejsem. I mamy rzeczy, których nie można dostać nigdzie indziej. Mamy też czasopisma kulturalne, jako jedno z ostatnich miejsc w Krakowie.

MJ: Naprawdę jesteście takimi księgarzami, którzy się uśmiechają i doradzają każdemu?

AL: To jedyny sposób.

MS: A zdarza ci się sprzedawać rzeczy, których się wstydzisz?

AL: Nie, nie boli mnie nawet sprzedawanie Žižka, choć wzdycham sobie czasem w duchu.

MJ: A czy myślicie, że księgarnia jest miejscem, które wymaga jakiegoś specjalnego wsparcia ze strony władz?

AL: Chciałbym, żeby miasto wspierało nas bardziej promocyjne, żeby rozwijało klimat dla czytania, żeby trochę więcej mówiło o nas. Bardziej niż sypania groszem, potrzebujemy plakatów na mieście. Mamy na przykład dobre warunki wynajmu, to bardzo duże wsparcie.

MJ: Czyli jeszcze pociągniecie?

ZS: Pewnie. Księgarnia Ha!artu nie bierze udziału w tym rynkowym wyścigu. Będzie trwała zawsze.

Fot. Kamila Zarembska

Wpisz szukaną frazę: